czwartek, 30 sierpnia 2012

Kobieta XXI wieku

Jaka jest kobieta XXI wieku? Często nurtuje mnie to pytanie. Czy jest jedna, jasno określona definicja opisująca taką kobietę? A może jest ich kilka, znacznie się różniących? Z pewnością każdy ma swój własny pogląd na ten temat, niemniej jednak moim zdaniem nie tylko czas powinien iść do przodu - kobiety również.
Obraz kobiet od lat jest przedstawiany w różnego rodzaju produkcjach, kultowy stał się serial 'Seks w wielkim mieście'. Zdecydowanie jest to jeden z moich ulubionych seriali. Utożsamiam się z każdą bohaterką po trochu, spośród czterech szalonych przyjaciółek. Jednak pomiędzy Nowym Jorkiem, a jakimkolwiek polskim miastem jest niestety wciąż spora różnica w postrzeganiu kobiecej postaci.
Jak ja postrzegam kobietę XXI wieku? Według mnie powinna być nowoczesna. To słowo można rozumieć na wiele sposobów, a zatem rodzi się kolejne pytanie - co dla mnie oznacza 'kobieta nowoczesna'? To proste, być może posłużę się słowem, które wielu czytelnikom nie przypadnie do gustu, ale dla mnie oznacza to w głównej mierze kobietę wyzwoloną. I nie, nie mam na myśli wyzwolonej tylko seksualnie. Kobieta wyzwolona to dla mnie kobieta, która jest przede wszystkim odważna, nie boi się życia i mężczyzn, twardo stąpa po ziemi, skupia się na karierze, a potem na zakładaniu rodziny. W kwestii seksu... tak, jest otwarta i nie ma jednego partnera w przeciągu całego życia. Nie boi się eksperymentować i rozmawiać o rzeczach ludzkich - czyli o seksie i o tym ile orgazmów miała danej nocy. Kobieta ma takie samo prawo uprawiać seks wedle swoich upodobań i potrzeb jak mężczyzna. Koniec z podwójną moralnością! Powinna w końcu zapanować równość w tej kwestii. Dlaczego facet zaliczający co noc inna dziewczynę, jest 'super gościem' dla większości otoczenia? Może jeszcze należy go odznaczyć orderem? A jak jest z kobietami? Wystarczy niewinny pocałunek, żeby być wyzywaną od tych, co się puszcza.To zjawisko nie występuję tylko w Polsce, ale muszę przyznać, że sporo podróżuje i nie spotkałam się jeszcze z takim nasileniem.Czy religia ma na to spory wpływ? W końcu uchodzimy za kraj katolicki, ale w sprawy religii nie będę się mieszać. Jednak cały czas idziemy do przodu i mam wielką nadzieję, że doczekam dnia, w którym będzie mnie otaczało mnóstwo nowoczesnych, nie bojących się wyzwań kobiet. Pozostaje tylko pytanie... czy nastąpi to w XXI wieku? A jeśli nie, to jak wielka będzie różnica między kobietą XXI wieku, a XXII?

środa, 29 sierpnia 2012

Warszawa. Rzym. Barcelona. Londyn. Nowy Jork. Bez względu na położenie geograficzne, zasób portfela, wielkość szafy, czy poziom atrakcyjności - kobiety szukają. Szukają i nie zawsze mogą znaleźć. Kogo? Idealnego mężczyzny. A przynajmniej takiego, który przeprowadzi je przez życie, przyczyni się do wydania potomstwa, pożyczy kartę kredytową, da kilka orgazmów lub po prostu będzie przy nich. Każda z nas ma jasno określone priorytety, którymi się kieruje w życiu. Większość z nas marzy o ślubie, pięknej sukni i szczęśliwym bycie. Brzmi pięknie, lecz nie dla wszystkich. Ile z nas doznało w swoim życiu upokorzenia, poniżenia, zranienia, niezrozumienia przez faceta? I powiedziało sobie 'nigdy więcej'? Ja znam takich kobiet co najmniej kilka. Czy jest możliwe znalezienie tego wymarzonego? A jeśli tak, to w jaki sposób? Wiele dziewczyn poddaje się losowi. Czeka i czeka, aż w końcu ma nadzieje wyczekać upragnionego mężczyzny. Bo przecież najwidoczniej tak chce los. W pewnym momencie marzenia się urzeczywistniają i żyją długo i... no właśnie, szczęśliwie? Dlaczego wiele z nas automatycznie poddaję się losowi? Za przykład podam moją koleżankę, która przez bardzo długi czas (zbyt długi!) spotykała pewnego mężczyznę w jednej z warszawskich kawiarni. Znaczące spojrzenia, uśmieszki, za każdym razem się z nią witał i żegnał. Jednak przez cały ten okres nie poznała go osobiście (inna sprawa, że facet chyba nie miał jaj, skoro przez tak długi czas nie podjął się żadnego kroku - ale to już osobny temat). Było to na tyle długo, że kiedy ją pytałam 'Czemu nic z tym nie zrobisz?" odpowiadała "A po co? Widocznie los nie chce, żebym go poznała'. Kierując się tą myślą przestała  chodzić do kawiarni, na jej drodze pojawił się inny facet, który już dzisiaj należy do przeszłości. Los ich połączył, jednak na krótko. Związek zakończył się w nieprzyjaznej atmosferze. I wiecie co? Dalej szuka i ponownie chodzi do kawiarni. Może tak naprawdę nie musi szukać? Może już znalazła i jedyne co musi zrobić to pomóc losowi, przejąć inicjatywę i poznać tajemniczego mężczyznę od kawy? Może o szczęście musimy zabiegać, żeby było ono trwałe, a to co jest podane na tacy z góry jest skazane na porażkę? Czasami to my, kobiety musimy podjąć działanie, zrobić ten pierwszy krok. Czyżby mężczyznom coraz częściej brakowało odwagi? A może się mylę. Jaka jest wasza opinia?